25 maja

DORSZ W ROZMARYNIE I LIMONCE

 DORSZ W ROZMARYNIE I LIMONCE

Lubicie szybkie dania? Więc ten przepis jest dla was - jeśli wszystko dobrze synchronizujecie to danie zrobicie w 30-40 minut. Kocham ryby, naprawdę - gdybym mogła jadłabym je codziennie, ale niestety ostatnio zdarza się tak, że jadam je raz w miesiącu (pomijam wędzoną makrelę), a przecież są naprawdę zdrowe! Dzisiaj mam dla was bardzo prosty pomysł na to jak przyrządzić dorsza - bardzo popularną rybę słonowodną, którą można kupić w przystępnej cenie. Będziecie potrzebować naprawdę niewielu składników, do roboty!

Składniki (4 porcje):
- 500g polędwiczek z dorsza
- 1 mała limonka 
- rozmaryn 
- sól 
- pieprz

Jak to zrobić?
Rybę myjemy. Następnie marynujemy w rozmarynie, soku z limonki, pieprzu i soli. Wkładamy do lodówki na około godzinę (im dłużej tym lepiej). Następnie wkładamy dorsza do naczynia żaroodpornego wyłożonego folią aluminiową i przykrywamy. Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na 25 minut, następnie folię odkrywamy i zostawiamy na 5 minut. 

Propozycja podania:
Ja ryby podaję najczęściej z ryżem i to też wam proponuję jeśli chcecie mieć szybkie i zdrowe danie - chwilę przed wsadzeniem ryby do piekarnika zagotujcie wodę na ryż i go wrzućcie. Synchronizujcie to tak, abyście wyciągając rybę odlewali ryż. Proponuję również zrobienie sałatki z kapusty pekińskiej, papryki, rzodkiewki, cebuli czerwonej, szczypiorku czosnkowego oraz koperku zalanej sosem z octu jabłkowego, pieprzu, odrobiny oleju, cukru brązowego oraz soli. 
Jednak jeśli masz ochotę na coś mniej dobrego ryby świetnie smakują z frytkami - możesz zrobić je samemu - wtedy będą zdrowsze, ale będzie trzeba poświęcić na posiłek więcej czasu, albo kupić gotowe wtedy będzie niezdrowo, ale szybko. Co wybierzesz? 

Uwaga:
Jeśli do ryby nie dodajesz oleju i pieczesz w piekarniku to nie miej jej odkrytej przez cały czas, ponieważ ryba wyschnie. Dorsz ma delikatne mięso, więc stanie się to bardzo szybko, dlatego uważaj. 






20 maja

ZUPA KREM BROKUŁOWO-MARCHEWKOWA

 ZUPA KREM BROKUŁOWO-MARCHEWKOWA


Smaczna, zdrowa, sycąca i niskokaloryczna - zupa krem brokułowo-marchewkowa. Robiłam ją po raz pierwszy, bo z brokułami nie było mi po drodze - jako dziecko miałam okazję jeść tak niedobrą zupę z brokułów, że od tamtego czasu raczej uciekałam na myśl o zjedzeniu tego warzywa. Jednak skoro obiecałam sobie, że 2016 będzie rokiem wyzwań postanowiłam zaryzykować i spróbować znienawidzonego przeze mnie zielonego warzywa. Teraz po zjedzeniu tego dania pukam sobie w głowę, że przez tyle lat je omijałam - jest naprawdę dobre i warto je spróbować. Fakt zrobiłam ją w wersji z większą ilością marchewki, ale to tylko dodaje zupie smaku oraz sprawia, że jest bardziej słodka. Naprawdę, polecam!

Składniki (na 4 porcje):
- 1 brokuł (500g)
- 3 marchewki
- 1 pietruszka
- pół cebuli
- 750 ml wody
- 150 ml mleka
- 2 czubate łyżki gęstego jogurtu naturalnego
- 2 łyżki oleju kokosowego
- sól
- pieprz
- chilli, pestki dyni (opcjonalnie)

Jak to zrobić?
Marchewki, pietruszkę i cebulę kroimy w kostkę, wrzucamy do garnka gdzie mamy rozgrzany olej kokosowy i delikatnie podpiekamy. Następnie dolewamy 150 ml wody i dusimy tak, aby puściły sok. W tym czasie brokuł dzielimy na małe różyczki, które też wrzucamy do garnka z warzywami. Dolewamy resztę wody (500 ml) i gotujemy tak długo, aż warzywa będą miękkie. Następnie ściągamy garnek z piekarnika i miękkie warzywa blendujemy na jednolitą masę, do której dodajemy sól, pieprz i chilli oraz mleko i jogurt naturalny. Wszystko jeszcze raz dokładnie blenudjemy tak aby nie zostały żadne kawałki. Zupę krem najlepiej podawać z grzankami albo z pieczywem czosnkowym. Pestki dyni świetnie prezentują się jako dekoracja. Smacznego!




11 maja

PIZZA Z RAZOWEGO CIASTA Z DOMOWYM SOSEM POMIDOROWYM

 PIZZA Z RAZOWEGO CIASTA Z DOMOWYM SOSEM POMIDOROWYM

Znacie kogoś kto nie lubi pizzy? Ja nie. Pizzę jemy ze wszystkim co się da - na słodko, na słono z tysiącami dodatków i sosów. Pychota! Jednak taka pizza potrafi być naprawdę tucząca. No bo wyobraźcie sobie - pizza z białej mąki z boczkiem, kurczakiem, pieczarkami, kukurydzą, serem żółtym i do tego sos czosnkowy nie może to być lekkie danie, prawda? A co zrobić, żeby będąc na diecie czy po prostu nie chcąc jeść bardzo tłusto móc jeść pizzę? Stosunkowo proste zabiegi - po pierwsze białą mąkę zamienić na pełnoziarnistą - która zawiera błonnik oraz jest mniej kaloryczna niż biała. Po drugie - zmniejszenie ilości dodatków - zamiast dania na pizzę ośmiu dodatków warto ograniczyć się do czterech, oprócz mniejszej ilości kalorii, pizza będzie bardziej chrupka, bo nie oszukujmy się - wszystko puszcza albo wodę albo tłuszcz co negatywnie wpływa na ciasto, które jest pieczone w domowych warunkach, gdzie nie mamy tak wysokiej temperatury jak np. w specjalnych piecach do pieczenia pizzy. Kolejnym krokiem jest ograniczenie sosów, które dajemy po upieczeniu pizzy - zamiast sosu czosnkowego zrobionego na bazie majonezu, zróbcie go na bazie jogurtu naturalnego - a najlepiej nie dawajcie sosu wcale, bo zabijacie smak przypraw dodanych do pizzy, więc właściwie szkoda pizzy. Ostatni krok to ograniczenie sera żółtego, który jest bardzo tłusty - jeśli go lubisz i nie wyobrażasz sobie bez niego pizzy po prostu daj mniej, jeśli możesz bez niego żyć zastąp mozzarellą tak jak robią to Włosi i tyle. Te triki pozwolą wam stosunkowo obniżyć wartość kaloryczną pizzy, ale pamiętajcie to nie oznacza, że możecie zrobić ją w wersji XXL i zjeść całą, bo to też nie jest dobre!

Składniki (dwie pizze o średnicy 30 cm)
Ciasto:
- 500g  mąki pełnoziarnistej
- szklanka ciepłej wody
- pół szklanki ciepłego mleka
- 30g drożdży
- 2 łyżki oliwy z oliwek 
- 2 łyżeczki soli
- łyżeczka cukru
Sos pomidorowy:
- puszka krojonych pomidorów bez skórek (400g)
- 7 liści świeżej bazylii
- 2 ząbki czosnku
- pieprz, sól
- chili (opcjonalnie)
Dodatki (według uznania):
- 2 mozzarelle
- parę plasterków salami
- czerwona cebula
- kukurydza
- oregano

Jak to zrobić?
Mąkę przesiewamy do miski. Do wody dodajemy drożdże i czekamy, aż się rozpuszczą, a następnie dodajemy je do mąki. Wlewamy mleko, dodajemy oliwę, sól i cukier. Całość ugniatamy na jednolite ciasto, które następnie formujemy w kulkę, którą kroimy na pół przykrywamy je ścierką i odkładamy na 30 min. Gdy ciasto rośnie my zabieramy się za sos pomidorowy - pomidory z puszki przekładamy do naczynia, wrzucamy liście bazylii i blendujemy. Następnie dodajemy przeciśnięty przez wyciskarkę (lub krojony) czosnek. Całość mieszamy - dodajemy pieprz i sól. Gdy ciasto urośnie, wyciągamy je na blachy posypane odrobiną mąki (w tym przypadku białą, ponieważ nie przylega) i formujemy na placek pizzy. Następnie smarujemy to przygotowanym sosem i dajemy dodatki najpierw salami potem cebulę i kukurydzę, a na końcu mozzarellę. Całość można posypać oregano. Blachy wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i pieczemy przez 35-45 minut (zależy od grubości ciasta i ilości składników). Na upieczoną pizzę dajemy rukolę, pomidorki i Bon Appetit. 









10 maja

CIASTO CZEKOLADOWE Z CZERWONEJ FASOLI

 CIASTO CZEKOLADOWE Z CZERWONEJ FASOLI

Gdy pierwszy raz usłyszałam o cieście z fasoli zrobiłam duże oczy, bo przecież jak to, czerwona fasola jako ciasto? Coś mi tu nie pasowało, ale z drugiej strony byłam ciekawa jak ten wynalazek smakuje i wiecie co? Jestem zachwycona. Wcale nie czuć, że głównym składnikiem dzisiejszego przepisu jest czerwona fasola, właściwie jeśli domownicy nie wiedzieliby co planuję nie wpadliby na to, że to ciasto jest z niej zrobione. Na pierwszy raz postanowiłam zrobić małą blachę, bo różnie bywa i wypiek mógłby okazać się porażką, na szczęście tak się nie stało, więc następnym razem podwoję liczbę składników i zrobię większe. Dlaczego właściwie z fasoli? Bo jest znacznie zdrowsze i mniej kaloryczne, ponieważ właściwie nie zawiera mąki. Cała blacha ciasta ma około 1500 kcal, więc nie ma nad czym się zastanawiać tylko zawijać rękawy i zabrać się do pieczenia!

Składniki (na jedną blachę - keksówkę)
- 250g czerwonej fasoli (po odsączeniu)
- 2 jajka
- 6 czubatych łyżek gorzkiego kakao
- 5 łyżek oleju kokosowego
- 4 łyżki miodu
- 1 łyżeczka sody
- 50g wiórków kokosowych
- pół szklanki mąki pełnoziarnistej
- 3 łyżeczki cukru waniliowego
- łyżeczka cynamonu
- garść rodzynek
- garść orzechów laskowych

Jak to zrobić?
Czerwoną fasolę wylewamy na sitko i porządnie odsączamy. Następnie przerzucamy ją do miski i ugniatamy (polecam ugniatacz do ziemniaków). Kolejnym naszym krokiem jest dodanie do fasoli jajek i kakao. Całość blendujemy na jednolitą masę (ważne jest to, aby fasola była dokładanie zblendowana). Gdy mamy już wszystko zblendowane do osobnego garnka wrzucamy olej kokosowy, miód oraz cukier waniliowy i składniki te rozpuszczamy do uzyskania płynnej masy, którą potem dodajemy do miski z masą kakaową. Do naczynia, w którym mamy połączone wszystkie składniki dodajemy wiórki kokosowe, potłuczone orzechy, rodzynki, cynamon oraz mąkę. Wszystko mieszamy do uzyskania jednolitej masy. Następnie wszystko przekładamy do blachy i wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni i pieczemy przez 30 minut. Wyciągamy i czekamy, aż ostygnie.

Warto wiedzieć
Ciasta najlepiej jeść na zimno wtedy nieprzyjemny smak sody zanika.
Ciasto dobrze smakuje z syropem klonowym - jeśli ktoś woli słodszą wersję.

Co z tą czerwoną fasolą?
Fasola polecana jest wegetarianom, ponieważ zawiera bardzo dużo białka.
Jest źródłem witamy B1 oraz potasu, wapnia i fosforu.
Ma niski indeks glikemiczny.
Jest niskokaloryczna.






05 maja

XXXIV KRAPKOWICKI BIEG ULICZNY

 XXXIV KRAPKOWICKI BIEG ULICZNY




Z racji tego, że blog nie ma opierać się tylko na przepisach, ale i na propagowaniu aktywnego stylu, którym od pewnego czasu się kieruję i chcę zachęcić do tego innych to warto byłoby wspomnieć choć trochę o wydarzeniu pierwszomajowym. 


Wiecie jak to jest jest być dzieckiem prawda? Podziwia się każdego kto robi coś dla nas niewyobrażalnego i wtedy sobie mówimy "ja kiedyś też tak chcę". Bieganie towarzyszyło mi właściwie od zawsze - jak nie zawody szkolne to krótkie bieganie dla siebie - wtedy przebiegnięcie dwóch kilometrów było dla mnie wyczynem polecenia w kosmos - ale to było kiedyś. Podczas mojego pierwszego biegu pierwszomajowego, który bodajże był w 2006 roku dowiedziałam się o ludziach, którzy biegają 10 kilometrów i wtedy powiedziałam sobie ja też tak kiedyś chcę! Lata mijały, przyszły kontuzje, potem lenistwo, potem coś nowego i tak minęło 10 lat, a ja w końcu zmobilizowałam się i obiecałam sobie, że w 2016 roku coś zmienię - zaczęło się od zmiany żywienia, bo przecież ile można jeść świństwo? Poza tym obiecałam sobie, że ten rok będzie rokiem spełniania marzeń. Pierwszym było zimowe wyjście w góry (wiecie śniegu po kolana i idziemy!) - udało się. Drugie też związane z górami zaliczyłam w kwietniu - czyli trafienie na takie okno pogodowe, że zobaczę widoki, które zaprą mi dech w piersi - udało się. Trzecim, które wymagało ode mnie więcej poświęcenia czasu i zaangażowania był właśnie Krapkowicki Bieg Majowy - udało się. Dla wielu pewnie to tylko 10 km, ale dla mnie i przy moim dawnym funkcjonowaniu to, aż dziesięć, ale i tak chcę więcej. Udało się, było cudownie. Będę to pewnie wspominać jeszcze przez jakiś czas, ale chcę się tym podzielić - być może zainspiruję kogoś do działania i sam spełni swoje marzenia. Póki co ja mam ich jeszcze kilka - jeden planujemy na koniec maja, jeden na wrzesień, a reszta? Samo się okaże, póki co osiągnęłam tyle ile chciałam i życzę wam tego, bo nie ma nic fajniejszego niż spełnianie marzeń, serio! Chciałabym z tego miejsca podziękować osobom, które we mnie wierzyły do samego końca i również osobom, które wątpiły - bo to jeszcze bardziej zachęca mnie do działania, także nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. XXXIV bieg zaliczony, do przyszłego roku!








zdj. UMiG Krapkowice, gwo24.pl zmierzmyczas.pl