SŁONECZNIKOWO-DYNIOWE CIASTECZKA DAKTYLOWE


Zbliża się jeden z ważniejszych wieczorów dla nas wszystkich - ćwierćfinał EURO 2016, co więc zjeść na ten emocjonujący mecz? Wielu z was zapewne wybierze chipsy, paluszki, krakersy i inne przekąski, które niekoniecznie należą do zdrowych, więc jeśli macie chwilę, a konkretnie półtorej godziny przed meczem zróbcie te przepyszne słonecznikowo-dyniowe ciasteczka daktylowe, które są bardzo proste i bez cukru! 

Składniki (ok. 40 ciastek)
- 20 daktyli (naturalny słodzik)
- 125 ml mleka lub 125 ml wody
- 250 g mąki razowej 
- 100 g słonecznika
- 3 łyżki pestek z dyni
- 2 łyżki miodu
- 1 jajko
- 2 łyżeczki nasion chia
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1/4 szklanki wody
- 3 łyżki oleju kokosowego 

Jak to zrobić?
WERSJA 1
Jeśli macie więcej czasu daktyle zamoczcie w mleku i zostawcie na co najmniej 2 godziny, a najlepiej całą noc. 

WERSJA 2
Jeśli nie macie czasu to zamiast mleka daktyle wrzucicie je do  wrzącej wody i gotujcie przez 15- 20 minut.

KOLEJNE KROKI
Kiedy macie już miękkie daktyle - zblendujcie je na pastę. Następnie wszystkie suche składniki należy zmieszać z mokrymi. Następnie daktyle dodajemy do reszty składników i mieszamy ze sobą, aby uzyskać jednolitą masę. Kolejnym naszym krokiem jest uformowanie wałka, którego zawijamy w folię i wkładamy do lodówki na ok. godzinę. Po upływie określonego czasu wałek kroimy na ciasteczka, które umieszczamy na blaszce do pieczenia. Następnie wkładamy ją do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Pieczemy przez 15 minut. Czekamy, aż ostygną i można jeść. Smacznego!







WEGAŃSKIE PLACUSZKI KUKURYDZIANE


Pierwszy raz używałam mąki kukurydzianej, która jest fajną alternatywą dla mąki pełnoziarnistej, a tym bardziej dla mąki białej. Dzisiejsza propozycja to wegańskie placuszki, które bardzo dobrze sprawdzą się na śniadanie czy inny posiłek. Można też zabrać je na piknik czy na podróż.

Składniki (6 placuszków):
- 1 szklanka mąki kukurydzianej
- 1 szklanka mleka ryżowego (czy innego roślinnego)
- 2 łyżeczki nasion chia
- 2 łyżeczki siemienia lnianego
- 2 łyżeczki słonecznika łuskanego
- 4 łyżeczki pestek z dyni

- 2 łyżeczki cukru trzcinowego (opcjonalnie)
- syrop daktylowy - polewa (opcjonalnie)
- owoce (opcjonalnie)

Jak to zrobić?
Wszystkie składniki mieszamy ze sobą. Jeśli ciasto będzie za gęste dodajmy odrobiny wody (ciasto musi powoli spływać z łyżki). Placuszki pieczemy na oleju (najlepiej kokosowym) z każdej strony. Pilnujmy, żeby nie były przyklejone do patelni, jeśli tak się dzieje podważmy. Placuszki pieczemy do momentu, aż nabiorą złotego koloru.
Smacznego!




NA PODSTAWIE KSIĄŻKI: STRATEGIA TRWAŁEJ UTRATY TKANKI TŁUSZCZOWEJ


Jakiś czas temu postanowiłam bardziej zainteresować się całą ideą spalania tkanki tłuszczowej, racjonalnego odżywiania i świadomości własnego ciała od fundamentalnej strony. Dlatego zaopatrzyłam się w kilka książek, które zaczynają pogłębiać moją wiedzę i przedstawiać mi inny obraz. Wyszłam z założenia, że metoda prób i błędów to jedno, ale podstawowa wiedza pozwoli mi tych błędów popełniać mi mniej, a co za tym idzie jest szansa, że efekty zacznę widzieć szybciej niż w poprzednim założeniu. Poza tym czytanie książek pozwoli mi pisać lepsze i bardziej przemyślane posty, a przy okazji może pomóc wam, żebyście nie musieli ich pochłaniać tonami, tylko wejść na bloga i znaleźć to co was interesuje. Dlatego zapraszam was na nowy cykl, który będzie pojawiał się raz na tydzień – w soboty do śniadania, albo południowej kawy  „Na podstawie książki”. Mam nadzieję, że wam się spodoba – oczywiście słowa nie będą przepisane słowo w słowo z książek także spokojnie.

Dzisiaj pierwszy post na podstawie fantastycznej książki „Żywienie w sporcie” Anity Bean. Żałuję, że nie miałam okazji przeczytać jej kilka lat temu, kiedy tak naprawdę mogłam rozpocząć nad sobą pracę. Dzisiejszy post będzie o utracie tkanki tłuszczowej, a konkretnie o strategii trwałej utraty tkanki tłuszczowej. Był to pierwszy rozdział, który rzucił mi się w oczy z jednego prostego powodu – tysiące diet, które są teraz dostępne czy to w Internecie czy chociażby u pseudodietetyków (niestety) bardziej doprowadzają do efektu yo-yo czy częściowego wyniszczenia organizmu albo anemii niż tak naprawdę pomagają nam na stałe. Zresztą sama jestem tego przykładem, bo podejrzewam, że jak każda dziewczyna w momencie dojrzewania i przyrostu odrobiny tkanki tłuszczowej stosowałam różne diety od popularnej Dukana do nawet głodówki czy życia na grejpfrutach przez tydzień. Jak można było się spodziewać dały więcej złego niż dobrego. Co więc zrobić, żeby mieć trwałą utratę tkanki tłuszczowej? Zapraszam was na 13 kroków, które powinny wam w tym pomóc.

KROK 1 POSTAW SOBIE REALNE CELE
Nikt nie mówił, że będzie łatwo, bo jak to było…  z dnia na dzień nie przytyliśmy to i z dnia na dzień nie schudniemy.
Po pierwsze spiszmy swoje cele np. chcę schudnąć 10 kg w pół roku. Niech nasze cele będą realne tak abyśmy się do nich nie zniechęcili, bo będzie tylko gorzej, więc jeśli jest czerwiec, a ty w lipcu jedziesz na wakacje to nie oczekuj, że w miesiąc schudniesz 10 kg, bo jest to nierealne oczywiście jeśli robisz to w świadomy i zdrowy sposób. Kolejną sprawą jest zrozumienie powodów, dla których chcesz schudnąć, bo jeśli wywodzą się one z zaburzonego wizerunku własnego ciała np. mając  170 cm wzrostu ważysz 53 kg i wciąż uważasz, że jesteś grubszą osobą to bliżej Ci do psychologa niż dietetyka. Zanim zaczniesz się odchudzać warto sprawdzić swoje BMI, które pokaże Ci czy Twoja waga jest dobra i ewentualnie ile możesz schudnąć, żeby mieć ją w normie. Kalkulator BMI znajdziesz TUTAJ.

KROK 2 MONITORUJ ZMIANY W BUDOWIE CIAŁA
Dokonuj pomiarów swojego ciała. Ciągłe ważenie się może Cię tylko zniechęcić! Waga nie zawsze jest adekwatna do zmian, które zachodzą w budowie Twojego ciała. Jak się mierzyć? Zobacz jak to zrobić TUTAJ




KROK 3 STARAJ SIĘ NIE CHUDNĄĆ WIĘCEJ NIŻ 0,5 KG TYGODNIOWO
Warto ważyć się co dwa tygodnie – jest to użyteczne do sprawdzania szybkości wagi lub tkanki tłuszczowej, ale nie powinno się opierać tylko na tej metodzie, ponieważ w początkowej fazie chudnięcia  (pierwszy tydzień) utrata wagi może wynosić nawet 2 kg, gdyż w tym okresie tracimy głównie glikogen i towarzyszący mu płyn (0,5 kg glikogenu = 1,5-2 kg płynu). Później nie powinno się chudnąć więcej niż 0,5 kg na tydzień, ponieważ zwykle łączy się to z utratą tkanki beztłuszczowej i mamy możliwość efektu yo-yo.

KROK 4 ZAPISUJ, CO JESZ
Warto założyć pamiętnik tego co jemy – obecnie mamy dostępny szereg różnych dzienników, które dają możliwość przejrzystego zapisu swoich posiłków np. TEN. Jednak jeśli szkoda Ci pieniędzy zrób zwykłą tabelkę lub pobierz TĄ przygotowaną przeze mnie, gdzie masz miejsce na zapisywanie swoich posiłków na 7 dni (w wersji pdf oraz doc) – później wydrukuj ją ponownie i po sprawie.  Dlaczego siedem dni? Ponieważ ważne jest to, żeby pokazać co naprawdę jemy bez oszukiwania – czyli zapisujemy każdą łyżeczkę cukru, każdy napój – wszystko. Po tym tygodniu możesz skorygować swoje błędy i wprowadzić zmiany.



KROK 5 NIGDY NIE SPOŻYWAJ MNIEJ KALORII NIŻ WYNIKA Z TWOJEGO RMR
RMR – tempo metabolizmu spoczynkowego. Nigdy, ale to przenigdy nie możemy jeść mniej, ponieważ zamiast prawidłowej i zdrowej utraty wagi nabawimy się problemów zdrowotnych. Dlatego zanim przejdziecie na jakąkolwiek dietę policzcie swoje RMR na podstawie tabelki.


KROK 6 OGRANICZAJ SPOŻYCIE TŁUSZCZÓW NASYCONYCH I UWODOROWIONYCH
Przejrzyj swój plan żywieniowy, który masz w tabelce lub dzienniku i znajdź tam produkty, które zawierają duże ilości tych właśnie tłuszczów i skup się na ich redukcji – nie mówimy tu o tłuszczach nienasyconych, które są organizmowi potrzebne.

KROK 7 WŁĄCZ ZDROWE TŁUSZCZE
Nawiązując do kroku 6, ważne jest aby oddzielić tłuszcze złe od tych dobrych, ponieważ te dobre dostarczają podstawowe kwasy tłuszczowe, umożliwiają rozpuszczalność witamin A, D, E, K oraz utrzymują skórę w zdrowym stanie czy chociażby pobudzą produkcję hormonów, a co najważniejsze pomagają spalać tkankę tłuszczową. Znajdziemy je w nasionach, zbożach, orzechach i rybach. Tłuszcze nienasycone powinny stanowić ok. 15% całkowitego poboru kalorycznego.

KROK 8 POLUB (POWOLNE) SPALANIE
Warto zapoznać się z tabelą produktów o niskim IG, którą znajdziesz TUTAJ. Produkty te wspomagają kontrolę apetytu i opóźniają głód między posiłkami, dlatego warto spożywać je na śniadanie, żeby zaraz nie podjadać.

KROK 9 ZWIĘKSZAJ OBJĘTOŚĆ
Większość sycących produktów ma dużą objętość w stosunku do kaloryczności, dlatego warto spożywać produkty, które mają dużą zawartość wody i błonnika, dlaczego? Ponieważ powodują one maksymalną sytość przy minimum kalorii, a więc należy pamiętać o tym, aby jeść dużo warzyw, owoców, roślin strączkowych czy chociażby produktów pełnoziarnistych.

KROK 10 JEDZ WIĘCEJ BŁONNIKA
Błonnik pozwala zachować uczucie sytości na dłuższy czas, ponieważ spowalnia usuwanie pokarmów z organizmu oraz zwalnia trawienie i absorpcję węglowodanów i tłuszczów, a więc spowalnia wytwarzanie się energii przez co dostarczana jest w sposób stały i znacznie dłuższy, a więc my nie mamy potrzeby podjadania.

KROK 11 POBŁAŻAJ SOBIE
Nie wolno rezygnować ze swoich ulubionych produktów. Lubisz pizzę? Zjedz ją – nie całą oczywiście, ale jeden dwa kawałki nie sprawią, że przytyjesz 10 kg. Danie sobie jednego dnia lub jednego posiłku wolnego od zasad często pomaga nam w trzymaniu diety, bo zmniejsza się możliwość „rzucenia” się na chociażby słodycze, ponieważ mamy świadomość, że po prostu raz na jakiś czas nam wolno (nie codziennie po śniadaniu). Pobłażliwość ta zapobiegnie wyrzutom sumienia, że zrobiliśmy coś niedozwolonego i ochroni nas przed zniechęceniem się do dalszej walki.

KROK 12 JEDZ REGULARNIE I CZĘSTO
4-6 posiłków dziennie to podstawa do racjonalnego i zdrowego żywienia, dlaczego? Będziemy mieć stałe zapewnienie sytości, poprzez mądre rozłożenie posiłków i przekąsek. Przyjęło się, że powinno jeść się co 3-3,5h, aby nie być głodnym. Oczywiście nie oznacza to zwiększenia ilości jedzenia, ale komponowania mniejszych posiłków lub przekąsek (pomysły na zdrowe przekąski znajdziecie na blogu).

KROK 13 DOKONAJ STOPNIOWYCH ZMIAN W STYLU ŻYCIA
Dwanaście poprzednich kroków nic Ci nie da jeśli wprowadzisz je tylko na miesiąc. Należy pamiętać o tym, że często jest to długotrwały proces, bo chudnięcie i wprowadzanie zmian w stylu życia nie dzieje się z dnia na dzień.

Ja od siebie dodałabym jeszcze KROK 14 czyli PAMIĘTAJ O AKTYWNOŚCI FIZYCZNEJ
Co z tego, że będziemy zdrowo żyć jeśli nie będziemy poświęcać choć trochę czas na chociażby niewielką aktywność fizyczną? Wydaje mi się, że niewiele. Dlatego wyjdź chociażby na 30 minutowy spacer każdego dnia, zacznij biegać/truchtać, wsiądź na rower, idź na basen – po prostu wstań z kanapy!


TOP 5 NAPOJÓW DOMOWEJ ROBOTY NA LETNIE, GORĄCE DNI


Dziś mam dla was przepisy na TOP 5 (według mnie oczywiście) napojów domowej roboty, które jeśli bym mogła pijałbym litrami. Pogoda przez najbliższe dni nie będzie dla nas łaskawa - upały, brak wiatru i bezchmurne niebo zmuszą nas do picia znacznie większej ilości napoi niż zwykle. Co więc zrobić jeśli nie lubisz pić zwykłej wody, bo wydaje Ci się bezpłciowa? Użyj do niej owoców! Nie masz sokowirówki? Spokojnie do żadnego z nich nie będziesz jej potrzebować, bo ja też jej nie mam! Wystarczy ci ręczny wyciskać do soków, albo silne ręce. Zapraszam!

1. SOK POMARAŃCZOWO - CYTRYNOWY
Cytrusy - uwielbiam! Połączenie cytryny i pomarańczy to dla mnie duet idealny, bo właściwie nie trzeba się dużo napracować i można mieć naprawdę przepyszny i zdrowy sok, więc po co kupować go w sklepie z dodatkiem syropu glukozowo-fruktozowego jeśli zrobić swój własny w pięć minut?

Składniki (250 ml)
- 1 pomarańcz (deserowy)
- pół cytryny
- 1 łyżeczka miodu
- woda lub lód

Cytrusy wyciskamy, dodajemy miód, mieszamy. Następnie resztę szklanki wypełniamy wodą. Proste prawda?

2. LEMONIADA
Kto nie lubi lemoniady w tak gorące dni? Smak cytryny z dodatkiem lodu jest naprawdę orzeźwiający!

Składniki (250 ml)
- 1,5 cytryny
- kilka liści mięty
- lód
- woda
- łyżka miodu (opcjonalnie)

Miętę wrzucamy do szklanki i delikatnie ją ugniatamy, następnie dodajemy wyciśniętą cytrynę oraz miód. Dodajemy kilka kostek lodu i dolewamy wody. Pyszności!


3. SOK ARBUZOWY
Arbuzy kocham - poważnie. Latem mogę jeść je kilogramami - są niskokaloryczne i mają dużo wody - dla mnie idealnie. 

Składniki (1l - dzbanek)
- 1 mały arbuz
- pół cytryny
- kilka liści mięty
- łyżeczka cukru trzcinowego
- lód 
- woda

Arbuza kroimy w kostkę i wyciągamy pestki. Miętę wraz z cukrem trzcinowym wrzucamy do dzbanka i lekko uciskamy, żeby mięta puściła sok, a cukier trochę się rozpuścił. Dodajemy arbuza i mieszamy. Następnie dodajemy sok z cytryny, lód i jeszcze raz mieszamy. Dolewamy wody.

4. SOK Z KIWI
Miałam do niego mieszane uczucia kiedy go próbowałam, ale jest naprawdę smaczny.

Składniki (250 ml)
- 2 kiwi
- pół cytryny
- łyżka miodu
- woda

Kiwi obieramy i kroimy w kostkę, a następnie blendujemy. Do niego dodajemy sok z cytryny, miód, a następnie zalewamy wodą.

5. KOKTAJL TRUSKAWKOWY
Dobra przyznać się, kto jeszcze w tym sezonie nie pił koktajlu truskawkowego? Jeśli nie było okazji to spróbuj zrobić sobie ten, jest przepyszny, prosty do zrobienia i będziecie chcieli go więcej i więcej.

Składniki (1l - dzbanek)
- 1 kg truskawek
- 400 g jogurtu greckiego
- 500 ml kefiru
- 2 łyżki cukru trzcinowego 

Wszystko zblendować, wypić i uśmiechnąć się!


A wy macie jakieś swoje ulubione koktajle? Podzielcie się nimi w komentarzach! 

SPOTKANIE Z EARTH POWER INTERNATIONAL


Wraz z kilkoma dziewczynami miałam okazję uczestniczyć w bardzo kształcącym wykładzie połączonym z prezentacją produktów marki Earth Power, która zajmuje się produkcją i dystrybucją wysokiej jakości suplementów diety wpływających na poprawę kondycji organizmu na co dzień. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona, ale po dwugodzinnym spotkaniu moje podejście do całego przedsięwzięcia i mojego organizmu zmieniło się o 180 stopni. Produkty tej firmy są pochodzenia naturalnego, a więcej nie znajdziecie tam żadnej chemii, która niestety znajduje się w większości produktów - nawet lekarstw pochodzenia ziołowego (niestety). Mnie najbardziej zafascynował produkt Phyto Life, którego skład to 16 ziół i roślin m.in. aloes zwyczajny, żeń-szeń, lukrecja czy grzyb reishi. Uzupełnia on niedobory witamin, minerałów, aminokwasów, makro i mikroelementów czy chociażby pierwiastków składnikowych. Natomiast 9 z 16 roślin w nim zawartych jest adaptogennych czyli zanim zaczną naprawiać chore komórki ochraniają te zdrowe. 

Jednak oprócz zobaczenia produktów i dowiedzenia się co w nich jest miałam okazję pogłębić swoją wiedzę na temat własnego organizmu i poznać parę fajnych tricków, które mogą pomóc mi w świadomym dbaniu o siebie. Bardzo lubię i cenię sobie takie wykłady, ponieważ można dowiedzieć się wiele nowych rzeczy i pozbyć się niektórych negatywnych nawyków, a nabrać nowych - tych, które pomagają, a nie szkodzą. Jeśli jeszcze kiedyś będę miała możliwość wzięcia udziału w takim spotkaniu na pewno to zrobię! 

Sama przymierzam się do kupna jednego z ich produktów, żeby przekonać się na własnej skórze jak działają, bo lepiej spróbować teraz, niż za kilka lat zastanawiać się nad tym dlaczego się tego nie zrobiło.

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o firmie zapraszam was na ich stronę internetową, myślę, że się nie zawiedziecie. 

Na koniec chciałabym przedstawić wam 10 NAJWAŻNIEJSZYCH RZECZY, których nauczyłam się na dzisiejszym spotkaniu. 
1.  Jeśli pijesz herbatę z fusami nie dodawaj do niej cytryny, ponieważ kwas cytrynowy wchodzi w reakcję z zawartym w fusach aluminium i tworzy się cytrynian glinu, który jest bardzo szkodliwy dla organizmu. Jeśli fusów w herbacie nie ma - nie ma problemu.
2. Brak łaknienia oznacza, że Twój organizm jest zakwaszony.
3. Zioła naturalne przyswajają się lepiej niż jakiekolwiek inne lekarstwa.
4. Skutki terapii antybiotykowej są w organizmie prawie 6 lat, a same jego składniki osłabiają organizm przez pół roku.
5. Wątroba powinna być w stanie spoczynku każdego dnia w okolicach godziny 23 - nie chodzi tu o pójście spać tylko o zwykły odpoczynek.
6. Istnieje coś takiego jak lewoskrętna witamina C, która jest najbardziej naturalną i najlepiej przyswajalną witaminą C jaka istnieje i można przyjąć jej więcej niż prawoskrętnej.
7. Ważne jest, aby jeść warzywa i owoce adekwatne do naszej strefy klimatycznej, ponieważ nasz organizm jest do nich znacznie bardziej przyzwyczajony.
8. Cholesterol tworzy się, gdy w żyłach robią się "dziury" - jego norma to 200, a niektórzy lekarze świadomie normę zaniżają, aby pacjent przyjmował tabletki i nie dopasowuje go do jego wieku.
9. Nie wolno popijać posiłku lodowatym napojem, ponieważ organizm przestaje go trawić. 
10. Wypryski na twarzy świadczą o tym, że nasz organizm się broni i usuwa w ten sposób toksyny.



KULKI KOKOSOWO-CZEKOLADOWE A'LA BOUNTY





Kiedy piszę ten post to siedzę w ogrodzie i spędzam najleniwiej jak się da sobotnie popołudnie, zresztą spędzam tak cały obecny weekend. Powód? Zaczęły mi się wakacje, koniec nauki, koniec sesji, koniec stresów i koniec wstawania o tak wczesnych godzinach, że nawet mój pies na słowo "spacer" przewracał się na drugi bok. Dlatego też postanowiłam je uczcić w najprostszy sposób - nie robić kompletnie nic. 
Dzisiaj mam dla was najsłodszą propozycję jaka dotychczas pojawiła się na tym blogu - kulki, które smakują jak przepyszne batoniki bounty (moja miłość zresztą) tylko, że bez składników niewiadomego pochodzenia - zrobiony w domowej kuchni, a co najważniejsze bez pieczenia. Może być lepiej? Do roboty.
Składniki (ok. 20 kulek)
- 2 szklanki wiórków kokosowych
- 5 łyżek miodu
- 2 łyżki oleju kokosowego (nierafinowanego)
- 2 łyżki nasion chia
- 1 łyżeczka cukru waniliowego (najlepiej domowej roboty – opcjonalnie)
- pół gorzkiej czekolady (co najmniej 70% kakao) - 50g
Jak to zrobić?
Miód rozpuszczamy razem z olejem kokosowym i cukrem waniliowym. Następnie do miski, w której znajdują się rozpuszczone składniki dodajemy wiórki kokosowe i nasiona chia. Wszystkie składniki mieszamy ze sobą tak, aby zaczęły się ze sobą kleić. Następnie mocno zbitą masę wkładamy do lodówki na godzinę. Po upływie danego czasu masę wyciągamy i robimy z niej małe kulki, których powinno wyjść ok. 20 (zależy od wielkości kulek). Gdy kuleczki są gotowe wkładamy je do lodówki na 30 minut. W tym czasie rozpuszczamy pół gorzkiej czekolady (50g). Następnie wyciągamy kulki kokosowe z lodówki i zamaczamy je w gorzkiej czekoladzie. Tak przyrządzony deser wkładamy do lodówki na kolejne 30 minut. Po upływie tego czasu czekolada powinna być już wystarczająco twarda. Smacznego!
Sposób podania
Kulki kokosowe są świetnym dodatkiem chociażby do kawy.
Jeśli nie chcesz zwiększać ich kaloryczności nie musisz polewać ich czekoladą smakują równie dobrze!
Jeśli w domu jest naprawdę gorąco najlepiej przechowywać je w lodówce, aby się nie rozpadały, a czekolada była twarda.








SYROP Z PĘDÓW KOSODRZEWINY




Jakiś czas temu na Facebooka wrzucałam wam zdjęcie z ogródkowych zbiorów. Dziś nareszcie mogę wam przedstawić pomysł na syrop z kosodrzewiny. Do roboty!



Syropu z kosodrzewiny nie można zaliczyć do fit przepisów, ale na pewno jest on bardzo zdrowy, a co najważniejsze zrobiony samemu przez co wiemy czym się leczymy i co pijemy.
U mnie w domu syrop ten robimy kolejny już rok, bo jest bardzo dobry i wielokrotnie pomógł nam przy przeziębieniu jako dodatek do herbaty czy pity sam. 

Co jest w nim takiego wspaniałego, że warto mieć go pod ręką?
  • Przez swoje nawilżające właściwości syrop ma zastosowanie wykrztuśne dlatego polecany jest przy kaszlu czy chociażby zapaleniu gardła, aby dać mu ulgę i pokonać chrypkę.
  • Działa bakteriobójczo i odkażająco.
  • Olejek sosnowy, który znajduje się w syropie udrożnia drogi oddechowe i ułatwia oddychanie.
  • Wcierany działa również rozgrzewająco – pomaga w bólach reumatycznych i nerwobólach.
  • Zawiera flawonoidy, które mają działanie przeciwutleniające, moczopędne i rozkurczowe.
  • Zawiera gorycze, które przyjmowane w małych dawkach przed posiłkiem pobudzają apetyt oraz działają uspokajająco i wzmacniająco (dostarczają energii)
  • Witamina C zawarta w syropie wzmacnia organizm i neutralizuje wolne rodniki.
  • Zawiera również duże ilości soli mineralnych, które regulują gospodarkę wodną organizmu i korzystnie wpływają na kości.
  • Zawiera też kwasy fenolowe, które mają właściwości przeciwmiażdżycowe.
  • Dzięki swojemu słodkiemu smakowi dzieci będą pić go z ochotą!



Jak zrobić syrop z kosodrzewiny?
Na każdy kilogram pędów kosodrzewiny wsypujemy kilogram cukru, więc w tym wypadku proporcje przedstawiają się jako 1:1. Zasypane w słoiku pędy przykrywamy gazą lub innym cienkim materiałem, ale nie zakręcamy, ponieważ zacznie nam to wszystko pleśnieć. Taką strukturę pozostawiamy na  10 dni co drugi dzień mieszając kosodrzewinę z cukrem tak, aby puściła jak najwięcej soku (ale nie wyciskamy tylko delikatnie mieszamy). Kolejnym naszym krokiem jest przecedzenie powstałego syropu przez gazę do mniejszych słoików bez naszych pędów, tak aby był on klarownie czysty, bo jakikolwiek pęd może zmienić smak syropu, a nawet sprawić, że będzie gorzki. Przelany do słoików syrop zakręcamy i krótko wekujemy (zagotowujemy słoiki) – jakieś 2-3 minuty. Na zdrowie!

Co innego można zrobić z syropem?
Jeśli ktoś lubi napoje z procentami to z syropu może zrobić domową nalewkę wystarczy, że doleje do niego wódki, bądź spirytusu według uznania. Nalewka pita w umiarkowanych i rozważnych ilościach również ma zastosowanie przeciwbakteryjne i odkażające.

Kiedy i gdzie zbierać pędy?
Ja swoje pędy mam w ogródku, więc jestem pewna, że nie są niczym pryskane. Warto zasadzić sobie kosodrzewinę w ogrodzie lub na działce, jednak należy pamiętać, żeby starać się robić to jak najdalej od ruchliwych dróg, aby ochronić nasze krzaki przed szkodliwymi oparami i zanieczyszczeniem. 







ŁOSOŚ W CYTRYNIE I ROZMARYNIE


Dzisiaj mam dla was wyśmienitą propozycję na obiad - łososia. W tym przepisie w wersji z cytryną i rozmarynem oraz ryżem, jarmużem, rukolą i pomidorkami cherry. Samo zdrowie! 

Składniki (dla 4 osób)
- 2 filety z łososia (600g - 700g)
- 3 torebki ryżu
- liście jarmużu 
- liście rukoli 
- pomidorki cherry
- 1 duża cytryna
- suszony rozmaryn
- papryczki chilli (suszone)
- sól, pieprz

Jak to zrobić?
Łososia myjemy, a filety kroimy na pół tak abyśmy mieli cztery równe kawałki ryby. Następnie kładziemy pierwszy kawałek na folię aluminiową (matowa strona wewnątrz) skraplamy dużą ilością soku z cytryny, solimy, pieprzymy i dajemy trochę suszonej papryczki chilli (tylko nie za dużo!). Później rybę przykrywamy folią tak, aby zewnętrzna strona była świecąca. Te czynności powtarzamy przy każdym kawałku. Gdy mamy już przygotowane cztery filety układamy je na blaszkę i wkładamy do piekarnika rozgrzanego do temperatury 200 stopni i pieczemy przez 30 minut. W międzyczasie nastawiamy wodę na ryż i gdy zacznie wrzeć wrzucamy torebki i gotujemy według czasu podanego na opakowaniu. Liście jarmużu oraz rukoli i pomidorki cherry myjemy. Wszystko staramy się synchronizować. Po upływie 30 minut filety wyciągamy z piekarnika, otwieramy paczuszkę i jeśli nie ma takiej potrzeby łososia zostawiamy w  foli aluminiowej, żeby zachować tłuszcz z przyprawami. Smacznego!

Co z tym łososiem?
Zawiera cynk, selen, potas oraz jod. Jest bogaty w witaminy rozpuszczalne w tłuszczach A,D,E oraz kompleks witamin z grupy B - B1, B2, B6, B12. Jednak najważniejsze składniki łososia to kwasy Omega 3 i Omega 6.

Uwaga
Najlepiej kupować łososia głęboko mrożonego niż tego w lodówkach z napisem "świeży", ponieważ bardzo rzadko zdarza się, że jest łapany na dziko. Najczęściej są to łososie hodowane na farmach przez co są znacznie uboższe w wartości odżywcze, a nawet zdarza się, że zawierają metale ciężkie np. rtęć. Dlatego warto czytać etykiety, jednak nie martwcie się jeśli zjecie go raz na miesiąc nic złego wam się nie stanie. Mimo to zerkajcie na to skąd pochodzi i co w sobie ma. 




MIGDAŁOWO-KOKOSOWE CIASTECZKA OWSIANE


Bez mąki, bez mleka i naprawdę smaczne - ciasteczka migdałowo-kokosowe, które robi się naprawdę prosto i można modyfikować je według własnego uznania. Świetnie się sprawdzą jako dodatek do śniadania, a jeśli nie to spróbuj ich z owocami np. truskawkami. Do roboty! 

Składniki (40 ciastek):
- 300 g płatków owsianych
- wyciśnięty sok z 1 pomarańczy (deserowej)
- 100 g masła 
- 3 łyżki oleju kokosowego
- 4 łyżki wiórek kokosowych
- 6 łyżek miodu 
- 1/2 łyżeczki sody
- 2 łyżeczki cynamonu
- szczypta soli

Jak to zrobić?
Płatki owsiane mielimy na mąkę. Łączymy ją sokiem pomarańczowym, wiórkami kokosowymi, sodą, cynamonem i solą. Następnie rozpuszczamy miód razem z masłem i dolewamy do reszty. Składniki dokładanie ze sobą mieszamy i odkładamy na godzinę do lodówki. Kolejny nasz krok to wyjęcie ciasta z lodówki i rozpoczęcie robienia kulek, które następnie rozpłaszczamy na blaszce. Następnie blachę wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni. Ciasteczka wyciągamy po 15 minutach i czekamy, aż ostygną. Gdy ciastka stwardnieją możemy zabrać się za ich jedzenie bez obawy, że się rozpadną. 

Możesz je zmodyfikować!
- Bardzo dobrze będą smakować jeśli dodasz do nich garść rodzynek lub żurawiny!
- Jeśli lubisz czekoladę - dodaj trochę pokruszonej będą bardziej słodkie.
- Jeśli masz ochotę i lubić ciemną wersję dodaj 3 łyżki gorzkiego kakao.
- Orzechy możesz mieszać dowolnie - włoskie, laskowe, które bardziej lubisz!

Smacznego! 



NOWA PIRAMIDA ZDROWEGO ŻYWIENIA I AKTYWNOŚCI FIZYCZNEJ (20.01.2016)

Dzisiaj przyszła pora na kolejny raport. Przygotowałam dla was opis nowej piramidy żywienia. Zaktualizowana wersja została opublikowana  zgodnie z aktualnymi wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), a została zaprezentowana podczas Narodowego Kongresu Żywieniowego zorganizowanego przez Instytut Żywności i Żywienia 20 stycznia 2016 roku w Warszawskim Pałacu Kultury - jej pełna nazwa to Piramida Zdrowego Żywienia i Aktywności Fizycznej. Piramida ta zmienia dotychczasowy obraz procentowy produktów, które musimy spożywać, a właściwie można byłoby powiedzieć, że wywraca wszystko do góry nogami! Zresztą sami zobaczcie i najlepiej gdzieś sobie zapiszcie albo wydrukujcie i przyczepcie na lodówkę – pora na rewolucję!


                  1.       Zmiana nazwy piramidy – aktywność fizyczna priorytetem
W końcu! Piramida wyraźnie podkreśla ważność aktywności fizycznej, która jest na samym dole. W tym przypadku nie chodzi jednak o to, abyśmy czym prędzej biegli zapisać się na siłownię i robić dziennie wykańczające treningi tylko o racjonalne podejście do sprawy, że nawet najmniejszy ruch jest już aktywnością! Dlatego zamiast jechać komunikacją miejską, aż do celu wysiądź chociażby dwa przystanki wcześniej. Masz psa, a nie chce Ci się z nim spacerować? Zacznij! Udowodniono, że podczas godzinnego spaceru można spalić około 200 kcal? Nie jest to dla Ciebie motywujące? Świeże powietrze oczyszcza umysł i pomaga lepiej nam się skupić – masz ważny egzamin? Poucz się trochę, wyjdź na spacer, wróć i powtórz raz jeszcze lepiej się poczujesz! W tym przypadku chodzi o to, aby starać się jak najczęściej uprawiać jakąkolwiek aktywność fizyczną dla naszego dobra, bo jak pewnie wiecie wspomaga ona walkę z otyłością (właściwie jej zapobiega), cukrzycą i innymi problematycznymi chorobami!

2.      Owoce i warzywa podstawą diety
Produkty te sprzyjają zachowaniu prawidłowej masy ciała i po które można zawsze sięgnąć. Poza tym mają bardzo dużo ważnych witamin i minerałów, które wspierają pracę naszego organizmu. Zalecane jest jednak aby zachować pewne proporcje w ich spożywaniu – ¼ owoców i ¾ warzyw jako dzienne zapotrzebowanie.  Należy pamiętać o tym, aby posiłki komponować tak, aby warzywa stanowiły przynajmniej połowę produktów obecnych na talerzu.

      3.       Zboża wciąż istotne w naszej diecie!
Należy również nie zapominać o spożywaniu produktów pełnoziarnistych – które dostarczą nam dobre węglowodany i błonnik. Oczywiście alergicy muszą znaleźć ich zamienniki.

       4.       Co z nabiałem?
Mimo tego, że znalazł się na czwartym miejscu to o nim również nie należy zapominać i co najważniejsze nie eliminować go z diety, ponieważ produkty te zawierają chociażby wapń, który jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania kości i zębów czy białko, które jest łatwo przyswajalne przez nasz organizm.

      5.       Co z tym mięsem?
Chociaż znalazło się na samym szczycie piramidy to i tak należy go spożywać jednak nie w sporych ilościach – jest to chociażby czerwone mięso, które z jednej strony dostarcza niezbędne dla organizmu żelazo i białko to również podnosi poziom złego cholesterolu (LDL) co w konsekwencji może doprowadzić do rozwoju miażdżycy. Oczywiście nie możemy zapominać o rybach, które są polecane, ponieważ zawierają kwasu Omega-3, dlatego warto je jeść jako zamiennik tradycyjnego mięsa.

      6.       Tłuszcze
Zwierzęce zamieniajmy na roślinne, ponieważ te drugie mają więcej właściwości odżywczych. Również fakt, że orzechy są na szczycie nie oznacza, że mamy usunąć je z jadłospisu – po prostu nie zjadajmy kilku opakowań na raz jak to kiedyś się mówiło, że jeśli chcesz schudnąć jedz orzechy i jeszcze raz orzechy. Niestety to nieprawda.

      7.       Informacje dodatkowe
Z boku piramidy macie jeszcze kilka obrazków – dokładnie sześć, które przedstawiają:
- wodę, którą należy pić, pić i jeszcze raz pić – minimum 1,5l dziennie.
- przekreślony cukier – starajmy się nie słodzić. Jednak jeśli już musimy to robić używajmy zamienników – miód, syropy czy chociażby cukier brązowy. Jednak jeśli możemy ograniczmy go do minimum
- kawę i herbatę – które są dozwolone, ale również z umiarem
- zioła – są one wskazane w diecie i są jedną z ważniejszych zmian wprowadzonych do obecnej piramidy. Oprócz nadania smaku potrawom zawierają również wiele prozdrowotnych składników, dlatego należy je dodawać do naszych potraw! Oczywiście nie mówię tu o tych zawierających gluten i substancje wzmacniające smak – najlepsze są te z ogródka lub kupione w sklepach ze zdrową i ekologiczną żywnością
- sól – staramy się dawać jej jak najmniej, ponieważ zwiększa ryzyko zachorowania na choroby sercowo-naczyniowe, miażdżycę czy też powoduje wzrost ciśnienia tętniczego poprzez zatrzymywanie wody w organizmie


Co sądzicie o nowej piramidzie żywienia? Podobają wam się te zmiany? 

ZAPIEKANKA Z INDYKIEM, RYŻEM I MOZARELLĄ


Dziś mam dla was propozycję na lekką, smaczną zapiekankę, która spokojnie może być daniem na dwa dni jeśli robicie ją dla 4 osób. Zapiekanka z ryżem jest fajną alternatywą dla makaronowych propozycji - jest mniej kaloryczna. Jednak tego przepisu nie zaliczyłabym do super-fit, bo zawiera mozarellę, ale spokojnie można ją zaliczyć do lekkich posiłków, na które spokojnie można sobie pozwolić - oczywiście z umiarem.

Składniki:
- 10 sznycli z indyka z indyka (800g)
- 4 torebki ryżu jaśminowego
- 4 łyżeczki czerwonego pesto
- 2 mozzarelle (250g)
- 1 jogurt grecki (400g)
- 4 szklanki wody 
- kilkanaście liści świeżej bazylii
- olej kokosowy
- sok z cytryny
- sól, pieprz, chilli 

Jak to zrobić?

Przyprawienie mięsa:
Sznycle z indyka umyć i pokroić w paseczki. Marynatę robimy poprzez połączenie jogurtu greckiego, liści bazylii, soku z cytryny, chilli, soli oraz pieprzu - całość blendujemy, żeby bazylia się rozdrobniła lub przed dodaniem jej do jogurtu kroimy liście. Indyka wkładamy do marynaty i odkładamy do lodówki na godzinę.

Zapiekanka:
Po godzinie mięso wyciągamy z lodówki i wrzucamy na patelnię, gdzie mamy rozgrzany olej kokosowy. Mięso lekko opiekamy i ściągamy z kuchenki. Następnie wyciągamy naczynie żaroodporne, które smarujemy olejem kokosowym, żeby danie się nie przypaliło. Kolejnym naszym krokiem jest wsypanie ryżu jaśminowego do naszego naczynia. Następnie wlewamy 2 szklanki wody, dodajemy sól i 4 łyżeczki czerwonego pesto, które rozsmarowujemy w naczyniu dalej układamy naszego indyka tak, aby przykrył cały ryż. Całość wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na 20 minut. Po upływie czasu wyciągamy naczynie żaroodporne dodajemy kolejne 2 szklanki wody i obie mozzarelle. Naczynie wkładamy z powrotem do piekarnika i pieczemy przez kolejne 25-30 minut. 

Sposób podania:
Zapiekanka dobrze smakuje z dodatkiem sosu jogurtowego połączonego z oregano i sokiem z cytryny. 
Można też spróbować z sosem jogurtowo-szczypiorkowym

Warto wiedzieć:
Po ostatecznym wyjęciu zapiekanki z piekarnika warto odczekać kilkanaście minut wtedy woda z zapiekanki wyparuje, a ser stwardniej i łatwiej będzie nam ją kroić. 








TATRY ZACHODNIE - WOŁOWIEC, JARZĄBCZY WIERCH, KOŃCZYSTY WIERCH, TRZYDNIOWIAŃSKI WIERCH



Dzisiaj mam dla was kolejny post z ostatniego wyjazdu w Tatry, a dokładniej do Doliny Chochołowskiej – dla mnie jednej z piękniejszych w Polskich Tatrach. Dzisiaj chciałabym wam zaprezentować sobotnią trasę, którą mieliśmy okazję zrobić i udało się – mimo problemów na jedynym ze szczytów i pięknej pogody, która bardziej zachęcała nas do leżenia i podziwiania, niż chodzenia i zdobywania. Serdecznie zapraszam na relację połączoną z krótkim przewodnikiem co, jak i jak długo. Miłego czytania i oglądania zdjęć!


WYJŚCIE: 8:00
POWRÓT: 19:00
TRASA: DŁUGA, Z WIELOMA PODEJŚCIAMI, SPACER PO GRANI, RACZEJ NIE NA PIERWSZY WYJAZD

Planowo mieliśmy wyjść ze schroniska o godzinie 5:00 tak, aby podziwiać piękno Tatr i nie wracać gdy zastanie nas zmrok. Pech chciał, że nasze problemy zaczęły się już tak wcześnie rano, ponieważ przyszła gwałtowna burza, która odrobinie pokrzyżowała nam plany. Dlatego postanowiliśmy wyjść o 8:00, gdy niebo było już błękitne i nie widać było ani jednej chmurki na niebie. Gdy nastała godzina zero po śniadaniu ubraliśmy nasze plecaki i z uśmiechem na twarzy wyszliśmy w trasę ku Wołowcowi pierwszemu szczytowi, który dane nam było zdobyć tego pięknego dnia. Wołowiec ma 2064 m n.p.m i ze schroniska idzie się na niego niecałe 3 godziny spokojnym tempem. My z plecakami szliśmy normalnym tempem z bodajże dwoma krótkimi postojami na wykonanie połączeń, że żyjemy i zjedzenie batonika i dotarliśmy na szczyt w 2,5 godziny.  Wołowiec był na naszej trasie zaplanowany jako miejsce piknikowe połączone krótką drzemką, dlatego też spędziliśmy na jego szczycie całą cudowną godzinę otoczeni wspaniałymi widokami.




Kolejnym miejscem, które mieliśmy zdobyć był Jarząbczy Wierch (2137 m n.p.m), na którego z Wołowca idzie się koło 2,5 godziny. Idąc na niego przechodzi się obok przecudnej dolinki po Słowackiej stronie, jest co podziwiać. Idąc z prawej strony można zobaczyć Rohacz Ostry, który jest naprawdę wspaniałym szczytem.




Nasza sielanka i cudowna pogoda musiały w końcu mieć swój kres i w ten sposób będąc w połowie ostatniego podejścia pod Jarząbczy Wierch złapał nas deszcz, który później zmienił się w grad, a nad nasze głowy zaczęły nachodzić naprawdę nieprzyjemne góry i już wiedzieliśmy co nas czeka. Niestety nie mieliśmy żadnej możliwości powrotu, ponieważ wszystko było osłonięte, ponieważ z Wołowca na Jarząbczy idzie się właściwie cały czas granią.  Jednak nie spodziewaliśmy się, aż takiego rozmiaru problemu, który zaraz miał nastąpić…



Ubrani w kurtki przeciwdeszczowe i ochraniacze na plecaki ruszyliśmy dalej, aby jak najszybciej znaleźć się na dole. Dochodząc na szczyt Jarząbczego Wierchu rozpętała się prawdziwa wichura, a my byliśmy w kropce. Z każdej strony zaczęły trzaskać pioruny, padał bardzo silny deszcz, a grad uderzał w każdą część naszego ciała dodatkowo silny wiatr uniemożliwiał nam normalne schodzenie ze szczytu. Jedne co nam zostało to mieć nadzieję, że wszystko dobrze się skończy, bo uwierzcie mi – mieliśmy do czynienia z realnym zagrożeniem zdrowia i życia. Wspólnie przeanalizowaliśmy sytuację i postanowiliśmy zejść w miarę bezpieczne miejsce, gdzie nie ma otwartej przestrzeni, a my nie jesteśmy najwyżej i nie stajemy się piorunochronami. Na nasze szczęście kilkanaście metrów pod Jarząbczym Wierchem w stronę Kończystego Wierchu znaleźliśmy małą szczelinę, która w pewnym stopniu zapewniła nam jakieś bezpieczeństwo – osłoniliśmy się przed wiatrem i nie byliśmy w najwyższym punkcie – oczywiście kucnęliśmy, ale wciąż nie mogliśmy mieć pewności, że wszystko dobrze się skończy. Całe to zjawisko trwało 30 minut zanim wiatr trochę się uspokoił, a burza oddaliła się od nas. Przemoknięci do suchej nitki przebraliśmy się w ciepłe i co najważniejsze suche ubrania, ponieważ naprawdę zmarzliśmy, a przed nami było jeszcze sporo drogi.



Mimo tego, że burza oddaliła się od nas wciąż było ją słychać, a byliśmy trochę przerażeni i braliśmy pod uwagę wiele opcji.  Do tego nie byliśmy jedyni – za nami jedna para, przed nami granią szła kolejna, która nie zważała na pioruny i na nasze słowa i pewien mężczyzna, który stał na samym szczycie Kończystego Wierchu i nie wiedział co zrobić, a później zaczął uciekać. Przerażający widok, naprawdę.


Gdy nareszcie się rozgrzaliśmy i uspokoiliśmy ruszyliśmy dalej w stronę Kończystego Wierchu (2002 m n.p.m), na którego z Jarząbczego mieliśmy pół godziny. Zdobyty szczyt, na którym gdyby nie sytuacja pewnie byśmy zostali na dłużej musiał zostać opuszczony, bo burza znowu się nasiliła, ale już nie padało.


Będąc już na samym dole zejścia z Kończystego Wierchu przyszło do nas bezchmurne niebo, więc postanowiliśmy się zatrzymać na ciepłą herbatę i posiłek. Humory zaczęły nam dopisywać mimo tego co wcześniej się stało, ale wszystko dobrze się potoczyło, więc już nie było miejsca na smutne miny. Ostatnim szczytem na naszej trasie był Trzydniowiański Wierch (1765 m n.p.m), na którego ze szczytu Kończystego idzie się kolejne pół godziny. Stamtąd schodziliśmy prosto do schroniska do Doliny Chochołowskiej i już wiedzieliśmy, że na pewno jesteśmy bezpieczni, ponieważ wysokie szczyty zostawiliśmy za sobą.



Z Trzydniowiańskiego Wierchu do schroniska jest 1,5 godziny drogi. Jest to delikatne zejście jednak bardzo długie co naprawdę może być męczące.  Zejście to nie obciąża bardzo mocno stawów, ponieważ jest w miarę łagodne, więc nie trzeba się, aż tak bardzo martwić czy dacie radę. Gdy dotarliśmy do schroniska było chwilę po 19, więc zjedliśmy po misce zupy (zamówienia w bufecie do 19:30) – ja wzięłam buraczkową (pyszna!), reszta żurek (mówili, że bardzo dobry) i przeanalizowaliśmy całą trasę i to co się na niej stało. Byliśmy zadowoleni ze swoich decyzji, ponieważ podjęliśmy najrozsądniejsze z możliwych.


Pamiętajcie!
Podczas burzy w górach starajcie się zejść jak najniżej, a jeśli nie jesteście w stanie to kucnijcie, ale i tak zejście możliwie najniżej szczytu. Jeśli widzicie, że coś nadciąga i macie możliwość wycofajcie się. Ważne jest też to, że w czasie burzy TOPR po was nie przyleci, ponieważ NIE MOGĄ wtedy latać. Dlatego w pewnym stopniu jesteście zdani na siebie. Jeśli złapie was ulewa jak najszybciej załóżcie wszystko co macie przeciwdeszczowe, a plecak okryjcie czymś nieprzemakalnym – może to być worek na śmieci – warto mieć go ze sobą zawsze w plecaku! Nigdy w czasie burzy nie idźcie granią – jesteście chodzącymi piorunochronami. I co najważniejsze zachowajcie spokój, bo w panice możecie zacząć podejmować bardzo niebezpieczne decyzje.