DOMOWE HAMBURGERY


Mimo tego, że nie zaliczyłabym tego do najzdrowszych rzeczy na blogu, bo chcąc nie chcąc ta bułka raczej do zdrowej żywności się nie zalicza to po jej modyfikacji czyli upieczeniu własnych np. owsianych bułek prezentuje się znacznie lepiej. Ja jednak miałam ochotę na taką wersję i mimo tego, że z taką bułką to i tak znacznie zdrowsze niż te w fast-food'ach, bo praktycznie bez tłuszczu, a sos bez ulepszaczy i majonezu.

Składniki (11 burgerów):
- 500 g wołowego mięsa mielonego
- 11 bułek do hamburgerów (jak już wspominałam można upiec własne bułki)
- sałata
- pomidor
- 1 duża cebula
- ogórek kiszony
- papryczki jalapeno
- 390 g jogurtu naturalnego
- ketchup (patrzcie by był robiony z jak największej ilości pomidorów na 100g i żeby nie miał dodatkowych ulepszaczy)
- ser żółty (można, nie trzeba)
- olej 
- kmin rzymski, sól, pieprz, majeranek

Jak to zrobić?
Cebulę kroimy w kostkę. Mięso mielone wrzucamy do garnka i dodajemy do niego przyprawy (kmin rzymski, sól, pieprz, majeranek) olej oraz pokrojoną cebulę. Odkładamy na godzinę do lodówki. W tym czasie myjemy wszystkie warzywa i kroimy w plasterki. Mięso wyciągamy i formujemy z niego kulki, a następnie umieszczamy je na blachę gdzie tworzymy z nich placki. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i pieczemy przez 20-30 minut. Bułki rozkrajamy, na ich dolną część kładziemy plasterek sera. Mięso wyciągamy z piekarnika, a bułki do niego wkładamy, pieczemy do momentu rozpuszczenia się sera. W tym czasie robimy sos - mieszamy jogurt z ketchupem  (prosto, ale smacznie). Bułki wyciągamy z piekarnika na ser układamy kolejno sałatę, mięso, sos, pomidor, cebulę, papryczki i ewentualnie sos. Bułkę przykrywamy i voilà obiad czy też kolacja gotowa ;)







BIAŁKOWE NALEŚNIKI KUKURYDZIANE


Dzisiaj mam dla Was propozycję bez glutenu i bez cukru czyli naleśniki kukurydziane, które znajdą swoje miejsce w kuchni o każdej porze dnia - możecie zjeść je zarówno na śniadanie, obiad jak i kolację. 

Składniki (16 sztuk)
-500 g mąki kukurydzianej
- 4 jajka
- 500 ml mleka 
- 4 łyżeczki ksylitolu 
- 60 g odżywki białkowej (wanilia)
- 4 łyżki oleju 

Jak to zrobić?
Jajka, ksylitol i mleko miksujemy na jednolitą jasną masę. Następnie mąkę przesiewamy i dodajemy do reszty składników. Dodajemy odżywkę białkową, olej i wszystko delikatnie mieszamy. Ciasto nie może być zbyt rzadkie - jeśli tak się dzieje dodajemy mąki, ani zbyt gęste wtedy dodajemy mleka, powinno powoli spływać na patelnię. Następnym krokiem jest upieczenie naszych naleśników czyli na patelnię do naleśników wlewamy naszą masę tak, aby cienko pokryła patelnię. Zbyt gruby naleśnik przy zawijaniu będzie się łamał. Pieczemy do momentu, aż nabierze złotego koloru i odwracamy na drugą stronę, gdzie pieczemy jeszcze przez chwilę. Naleśniki nie mogą być mocno wypieczone, ponieważ tak jak w przypadku grubego ciasta zaczną się łamać. Po upieczeniu naleśników faszerujemy je - ja zrobiłam je w wersji z twarożkiem oraz dżemem. Zawijamy dodajemy owoce oraz jogurt i zajadamy. Smacznego!

Jak inaczej?
Zamiast odżywki białkowej możecie proporcjonalnie dodać mąkę - aczkolwiek zmniejszy Wam się zawartość białka w posiłku ;)
Naleśniki można zrobić na słono - wtedy zamiast ksylitolu dodajemy sól.








PEŁNOZIARNISTE CALZONE



Dzisiaj propozycja na obiad czyli pełnoziarniste calzone, które zadowoli każdego łasucha z jednego prostego powodu - może mieć dowolne wnętrze. U mnie w domu z racji, że prawie każdy z nas lubi coś innego calzone było zrobione na trzy sposoby tak, aby każdy z domowników był zadowolony. Do roboty! :)

Składniki (5 średnich calzone)
- 200 g mąki pełnoziarnistej (żytniej)
- 300 g mąki pełnoziarnistej (pszennej)
- 20 g drożdży 
- 300 ml letniego mleka
- 1 łyżeczka soli
- 3 łyżeczki oleju 
- 100 ml letniej wody 

Sos pomidorowy
- puszka pomidorów krojonych (400g)
- liście bazylii 

Nadzienie
- kukurydza
- pieczarki
- ser żółty
- salami 
- papryka czerwona
- cebula biała, czerwona
- papryczki chilli, jalapeno 

Jak to zrobić?
Mleko podgrzewamy i dodajemy do niego drożdże - dokładnie mieszamy. Mąkę przesypujemy do miski i dodajemy do niej drożdże wraz z solą, olejem i wodą. Ciasto porządnie ugniatamy, formujemy kulkę, którą kroimy na 5 równych części. Kulki odkładamy, przykrywamy ścierką i zostawiamy na godzinę, aby urosły. Po upływie tego czasu z każdej kulki tworzymy bardzo cienki placek (najwygodniej wylać trochę oleju na blachę do pizzy i tam formować placek, ponieważ wtedy będzie nam się oklejał od blachy). Każdy placek smarujemy sosem pomidorowym, ale zostawiamy ok. 1cm suchej przestrzeni, żeby umieć placek złożyć. Faszerujemy go dowolnymi składnikami (tylko nie za dużo, bo placek na się porwie) i zamykamy tworząc dużego pierożka. Na górę sypiemy odrobinę sera i wkładamy do piekarnika. Calzone pieczemy ok. 20-30 minut w 180 stopniach. Smacznego!

Jak inaczej?
Jeśli ktoś nie przepada za smakiem mąki pełnoziarnistej może zrobić pół na pół to znaczy 250g pełnoziarnistej i 250g białej mąki, ale musimy wziąć pod uwagę fakt, że jest to już więcej kcal oraz skrobi. 
Ja do calzone dodałam mieszankę olejów to znaczy połączyłam olej bazylia/czosnek z papryka ostra/bazylia/pomidor.
Calzone można po złożeniu posmarować jajkiem.
Dobrze smakuje z sosem czosnkowym.
Z reszty sosu pomidorowego, który nam zostanie na drugi dzień można zrobić spaghetti.
Przepis na ciasto do calzone świetnie sprawdzi się jako ciasto na pizzę tylko musimy zmniejszyć proporcje ;)








CIASTO CZEKOLADOWO - CZEKOLADOWE


Dzień dobry! Dzisiaj mam dla Was propozycję na czekoladowo-czekoladowe ciasto, które jest naprawdę miękkie i rozpływa się w ustach. Do roboty, ciasto nie jest trudne i pracochłonne, więc można zrobić go praktycznie zawsze. Nie trzeba czekać na nic prócz zaschnięcia polewy, ale po wsadzeniu go do lodówki trwa to bardzo krótko.  

Składniki (blacha 38x25)
- 500g mąki kukurydzianej
- 4 jajka
- 100g masła
- 100g gorzkiej czekolady (90%)
- szklanka ksylitolu
- ½ szklanki kakao
- 1,5 szklanki mleka
- 100 ml oleju
- łyżeczka proszku do pieczenia
Polewa:
- 50g masła
- 100g gorzkiej czekolady (90%)
- 2 łyżeczki kakao
- wiórki kokosowe (opcjonalnie)

Jak to zrobić?
Jajka z ksylitolem miksujemy na jasną masę. Masło wraz z czekoladą kroimy w kostkę i wrzucamy do garnuszka, gotujemy do momentu, aż oba składniki się rozpuszczą, a następnie dodajemy do nich mleka i mieszamy do uzyskania jednolitej masy. Do masy zrobionej z jajek i ksylitolu przesiewamy mąkę wraz proszkiem do pieczenia i kakao, mieszamy. Następnie dodajemy do niej masę z garnuszka. Wszystko mieszamy i przelewamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Pieczemy nasze ciasto przez 30-35 minut w 180 stopniach. Wyciągamy ciasto i odkładamy do delikatnego wystygnięcia, w tym czasie robimy polewę – czekoladę, masło i kakao mieszamy w garnuszku i rozpuszczamy. Ciasto polewamy polewą i posypujemy wiórkami kokosowymi. Odkładamy do ostygnięcia.

Inne opcje
Czekoladę gorzką możemy zastąpić innym rodzajem czekolady zarówno mlecznej jak i mniej gorzkiej czy też z orzechami itp. jednak to gorzka czekolada jest najzdrowsza, dlatego u mnie gra główną rolę.
Najlepiej używać ksylitolu, ale jeśli ktoś woli cukier śmiało. Proporcja 1: 1, aczkolwiek polecam ksylitol zamiast cukru białego.
Zamiast wiórek koksowych z ciastem świetnie komponują się również migdały, więc można nimi posypać polewę.










CHILLI CON CARNE


Uwielbiam dania jednogarnkowe. Nie ma niczego piękniejszego w kuchni niż pyszne jedzenie bez tysiąca naczyń do wyjęcia i sztućców do ubrudzenia. Taka też jest dzisiejsza propozycja – Chilli con Carne w zdrowej wersji. Jest masa gotowych sosów do Chilli con Carne jednak pozostawiają one wiele do życzenia, dlatego też postanowiłam zrobić swój i nieskromnie muszę przyznać, że smakuje mi znacznie bardziej niż „gotowce”, a zrobienie go jak i całej potrawy zajmuje naprawdę mało czasu. Porcja, która została przygotowana z tych składników wystarczyła dla pięciu osób i to z dokładkami, więc świetnie sprawdzi się jako danie na dwa dni.

Składniki
- 500 g mięsa mielonego wołowego
- 800 g pomidorów w puszce (razem z sokiem)
- 1200 g fasoli czerwonej w puszce
- duża puszka kukurydzy
- 3 cebule
- 2 papryki czerwone
- 3 ząbki czosnku
- 2 papryczki chilli
- 1 łyżeczka: kmin rzymski, cukier trzcinowy
- 2-3 łyżeczki: oregano, sól, pieprz czarny
- 1 łyżka soku z cytryny
- 250 ml wody
- ryż (opcjonalnie)
- chilli (opcjonalnie)

Jak to zrobić?

Mięso mielone pieczemy w garnku na oleju. Cebulę, paprykę i papryczki chilli kroimy w kostkę. Gdy mięso się zarumieni dodajemy do niego warzywa i pieczemy przed kilka minut. Zalewamy wodą, przykrywamy pokrywką i dusimy. W tym czasie przygotowujemy sos pomidorowy – pomidory przerzucamy do blendera, dodajemy przyprawy, czosnek i blendujemy na jednolitą masę. Gdy nasze mięso wraz z warzywami będzie gotowe dodajemy uprzednio przygotowany sos pomidorowy. Wszystko razem gotujemy przez 15 minut. Następnie odcedzamy fasolę czerwoną i przemywamy ją wodą, aż będzie czysta i dodajemy do garnka gdzie jest reszta składników. Odcedzamy kukurydzę i dodajemy ją do naszej potrawy. Wszystko razem mieszamy i zagotowujemy. Jeśli dla kogoś będzie mało ostre może dodać dodatkową porcję chilli tylko nie przesadźmy, bo nasza potrawa stanie się gorzka. Chilli con Carne można podawać z ryżem, ale równie dobrze smakuje z chlebem czy też samo. 





CIASTO Z TRUSKAWKAMI I CZARNYMI PORZECZKAMI "TRICOLORE"


Z racji tego, że wczoraj obchodziliśmy Dzień Ojca postanowiłam, że zamiast kolejny rok z rzędu kupować perfumy i dezodoranty, (bo jak to mężczyzna nigdy nic nie potrzebuje) upiekę tacie ciasto. Wybór padł na deser z owocami – truskawkami i czarnymi porzeczkami. Początkowo miało być z bitą śmietaną, ale że ciasto urosło za niskie musiałam improwizować i w ten sposób powstało to cudo. Jest trochę pracochłonne i trzeba poczekać kilka godzin zanim galaretka stężeje, ale warto. Jedyne, co nie popełniajcie mojego błędu i nie wlewajcie galaretki bezpośrednio na krem tylko róbcie to powoli, a najlepiej na dużą łyżkę tak, aby wolno spływała, bo właśnie od tego są na niej takie białe plamy, no cóż człowiek uczy się na błędach J

Składniki ( blacha 38x25)

Pierwsza warstwa:
- 2 jajka
- 300g mąki kukurydzianej
- 100g kakao
- 40g gorzkiej czekolady (85%)
- 1.5 szklanki mleka
- 1 szklanka cukru trzcinowego
- 125ml oleju
- 3 łyżki jogurtu
-1 łyżeczka proszku do pieczenia
- szklanka czarnej porzeczki

Druga warstwa:
- 250g serka mascarpone
- 100g masła
- 2-3 łyżeczki cukru wanilinowego
- truskawki

Trzecia warstwa
- 2 opakowania galaretki truskawkowej
- 600 ml wody

Jak to zrobić?

Pierwsza warstwa
Jajka z cukrem ubijamy mikserem do białości. Mleko podgrzewamy i dodajemy do niego gorzką czekoladę, rozpuszczamy ją i odkładamy do ostygnięcia. Łączymy razem. Dodajemy olej i jogurt naturalny, dokładnie mieszamy. Następnie mąkę kukurydzianą, kakao i proszek do pieczenia przesiewamy do naszych składników i delikatnie mieszamy, ale tak, aby masa stała się jednolita. Przelewamy wszystko na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Na górę dajemy czarne porzeczki i wkładamy do piekarnika nagrzanego na 180 stopni i pieczemy przed 30 min.

Druga warstwa
Po wyjęciu ciasta z piekarnika odkładamy je, aż do ostygnięcia. W tym czasie mascarpone miksujemy z masłem i cukrem wanilinowym. Gdy ciasto będzie już chłodne smarujemy je wcześniej przygotowanym kremem. Truskawki kroimy w plasterki i wykładamy nimi ciasto. Wkładamy je do lodówki, żeby krem stężał.

Trzecia warstwa
Przygotowujemy galaretki, ale pamiętamy o tym, aby dać mniej wody niż mamy podane na opakowaniu – u mnie miał być litr ja wlałam 600 ml. Mieszamy do rozpuszczenia się galaretki, odkładamy ją do momentu, aż zacznie tężeć, jeśli to się stanie powoli wylewamy na nasze ciasto. Całość wkładamy do lodówki.


Ciasto powinno być gotowe do spożycia po 2-3 godzinach, wtedy będziemy mieć pewność, że nam się nie rozpadnie, jednakże, jeśli macie taką możliwość warto zostawić go na całą noc wtedy też będzie bardziej miękkie. Smacznego!



 (pierwsza warstwa)

(druga warstwa)
(trzecia warstwa)





MODA NA BYCIE FIT - CZY WARTO ZA NIĄ PODĄŻAĆ?

Moda na bycie fit od kilku lat włada mediami społecznościowymi, a szczupłe i wysportowane sylwetki kobiet stały się wzorem do naśladowania przez wielu. Jednak jak to najczęściej bywa ma to zarówno plusy jak i minusy.

Wystylizowane, ubrane w markowe ciuchy, z idealnie umięśnionym, bezcelulitowym i szczupłym ciałem kobiety zawładnęły Instagramem i innymi mediami. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie fakt, że ludzie ślepo zaczęli podążać za tym trendem i obsesyjnie dbają o swoją sylwetkę nie zwracając uwagi na swoje zdrowie, bo uważają, że skoro one mogą być szczupłe i idealne to my też. Niestety prawda bywa okrutna i posty w stylu „schudnij w miesiąc 15kg”, „wysportowana sylwetka w miesiąc”, „rób brzuszki 5 minut dziennie, a efekty zobaczysz po dwóch tygodniach” są niczym innym jak oszustwem, ponieważ na formę pracuje się latami, a im dłużej tryb życia był zły tym dłużej będzie trwała jego odbudowa. Warto spojrzeć na to również od strony zdjęć umieszczanych na profilach najpopularniejszych osób posiadających wysportowaną sylwetkę – są one świetnie wystylizowane i zrobione pod odpowiednim kątem, światłem itp., dlatego też to wszystko wygląda tak idealnie.
Widzimy na zdjęciu szczupłą kobietę z ogromnymi piersiami i potężnym tyłkiem i zastanawiamy się jak to jest możliwe i też tak chcemy nie patrząc na to od realistycznej strony, która najczęściej wiąże się z jedną prostą sprawą – operacją plastyczną, niestety. Jasne są kobiety, które mają tendencję do zachowania takiej sylwetki, ale są to jednostki. Idealnie płaskie brzuchy, wycięta talia, ponętne usta i cała gama cech idealnych, które pożądane przez wielu tak naprawdę są ciężkie do realizacji, a często nawet i niemożliwe, przez co kobiety zaczynają stosować rygorystyczne diety, faszerują się dodatkowymi suplementami, chodzą na siłownie po trzy razy dziennie i nie zwracają uwagi na to, że mogą bardziej sobie zaszkodzić niż sobie pomóc – bo nic nie przychodzi z dnia na dzień. Nie oszukujmy się gdyby tak było to wśród nas nie byłoby osób z nadwagą.

Fajną sprawą, która coraz częściej zdarza się w mediach społecznościowych jest pokazywanie przez szczupłe i wysportowane kobiety jak tak naprawdę wygląda ich ciało – bez PS, odpowiedniego światła i po posiłku, że i one mają fałdki, cellulit i boczki, bo różnie tak naprawdę bywa – kobiece sprawy również sprawiają, że brzuchy są wydęte, a ciało opuchnięte, nawet wypicie gazowanego napoju sprawi, że nasz brzuch nie będzie idealnie płaski i o tym należy głośno mówić.






Jednakże warto też podkreślić zalety fit życia, bo takie też są i nie mówimy tutaj o obsesyjnym byciu fit tylko o zbilansowanej diecie pełnej odpowiednich wartości odżywczych, minerałów i dawki sportu. Kiedy pojawiły się fast-foody społeczeństwo zaczęło tyć i to w zastraszającym tempie, a choroby tym spowodowane stały się plagą. Z upływem lat zaczęliśmy znacznie uważniej przywiązywać wagę do tego, co jemy i dlaczego jest to dla nas dobre, ponieważ uświadomiliśmy sobie, że pozwoli nam to wykorzystać życie jeszcze lepiej, bo nie ukrywajmy, komu lepiej chodzi się po górach, spaceruje czy też podróżuje? Jasne, że osobie, która ma mniej nadprogramowych kilogramów. Zaczęliśmy interesować się sportem – coraz więcej ludzi biega, jeździ na rowerze czy też chodzi na basen chociażby tylko po to, żeby się, odstresować czy też poprawić wydolność. Zaczęliśmy chętniej gotować i pić zdrowe napoje, a także zaczynamy przywiązywać wagę do badań i wizyt u lekarzy, bo skoro uprawiamy jakieś sporty i żyjemy zdrowo (zdrowiej) to warto wybrać się na rutynową kontrolę, a co najważniejsze, jeśli nie mamy obsesji to zdajemy sobie sprawę z tego, że przetworzone jedzenie jest „syfem”, ale jeśli zjemy raz na jakiś czas batonika czy burgera to nie staniemy się otyli.

We wszystkim najważniejszy jest umiar, bo tylko on sprawi, że będziemy mogli korzystać z życia najlepiej jak się da. Jasne, że jest olbrzymia ilość rzeczy, których nie należy, a nawet nie wolno ruszać, bo już jednorazowe spożycie może być dla nas szkodliwe to jednak w większości przypadków najważniejszą rolę odgrywa równowaga. Dlatego też warto żyć zdrowo, ale nie obsesyjnie, bo obsesja sprawia, że jesteśmy nieszczęśliwi, a tak naprawdę szczęśliwy człowiek to zdrowy człowiek nawet, jeśli ma trochę odstający brzuch, bo weźmy pod uwagę fakt, iż nie wszyscy ludzie są pasjonatami sportu czy też fanami gotowania, jednakże już teraz jedząc na mieście można zjeść coś znacznie lepszego niż codzienną porcję frytek z burgerem popitą słodkim napojem wystarczy tylko znaleźć złoty środek. 

Podsumowując – czujcie się dobrze w swoim ciele i nie dajcie sobie wmówić, że jeśli nie jesteście fit to wcale nie macie prawa głosu. Ja mimo tego, że trenuję i staram się jeść zdrowo nie zaklasyfikowałabym się do bycia fit kobietą tylko kobietą, która kocha sport, a dieta i sylwetka to tak naprawdę skutki uboczne, bo przy codziennym trenowaniu ciężko jeść niezdrowo, bo organizm odmawia posłuszeństwa. Nigdy nie podążajcie ślepo za modą, bo dzisiaj modny może być taki styl życia, a jutro zupełnie inny - wystarczy prześledzić sobie ewolucję diet u kobiet kilka lat temu modne były 700 kcal, 1000 kcal, owocowe, warzywne itp., a teraz mówi się, że żeby chudnąć i normalnie funkcjonować trzeba jeść (i to jest prawda). Dlatego najważniejsze to być sobą i kochać siebie.

(tutaj widać jaki wpływ na zdjęcie ma odpowiednie światło. Chciałabym widzieć tak brzuch codziennie, ale cóż nie da się ;) )


CIASTECZKA ORZECHOWE



Dzisiaj mam propozycję dla wielbicieli masła orzechowego czyli ciasteczka orzechowe, które są bardzo proste i szybkie w przygotowaniu. Świetnie sprawdzą się na drugie śniadanie czy w podróży jednak jeśli zależy Wam na ładnym ich podaniu warto zostawić po prostu kulkę, a nie rozpłaszczać je tak jak ja to zrobiłam. 

Składniki (25 ciastek)
- 1 jajko
- 1 szklanka mąki kukurydzianej
- 3-4 łyżeczki ksylitolu
- 6 czubatych łyżek masła orzechowego 

Jak to zrobić?
Wszystkie składniki mieszamy ze sobą. Formujemy kuleczki, które następnie rozpłaszczamy, ale nie za mocno, ponieważ ciasteczka bardzo się kruszą. Blachę z ciastkami wkładamy do piekarnika rozgrzanego na 180 stopni (termoobieg) i pieczemy przez 15-20 minut. Po upływie tego czasu blachę wyciągamy i czekamy, aż ciasteczka ostygną. Smacznego!

Teraz mam znacznie więcej czasu, więc posty na blogu będą pojawiać się częściej i to nie tylko z przepisami. Do usłyszenia!